piątek, 27 lutego 2015

Rozdział 15



Nie jestem aniołem



Liam siedział na dworze, a lekki wiatr muskał jego blade policzki. Patrzył się w bezchmurne niebo przez przeciwsłoneczne okulary. Był zamyślony. Nie mógł zrozumieć dlaczego miłość go omija. Wszyscy mieli kogoś, a on jedyne co miał to rodzinę i przyjaciół. Bardzo chciał mieć kogoś przy sobie. Kogoś kogo będzie uszczęśliwiać i sprawiać, że każdy dzień przy nim będzie dniem wyjątkowym, a ona nigdy nie będzie chciała go opuścić. Jednak patrząc się na związki swoich przyjaciół, wątpił, że w miłości jest szczęście. Może na początku jest pięknie, niczym życie było usłane różami. Ale potem już tak nie jest.

- Cześć – nagle przestraszyła go Nikola.

Wyglądała ona dzisiaj jakoś wyjątkowo. Była rozpromieniona. Uśmiechała się od ucha do ucha. Od dawna nie była aż tak szczęśliwa. Jej policzki były lekko różowawe. Wyglądała po prostu inaczej.

- Cześć. Co się stało? Jesteś dzisiaj jakaś nie do poznania.

- Byłam dzisiaj na „randce” z Mikem. Powiedziałam mu wszystko co czuję. W końcu się odważyłam. Jestem taka uradowana – mówiąc to nie ujrzała pływającego w basenie Zayna. 

Dobrze słyszał każde słowa, kiedy wyłaniał się z wody. Poczuł jak lekko jego serce łamie się na kawałki. Ale sam tego chciał. Pozwolił jej na to. Nie był przeciwny. Jednak teraz zrozumiał, że tego żałuje.

- Gratuluje – powiedział Zayn, wycierając się ręcznikiem, który leżał na jednym z leżaków. – Mam nadzieję, że wam się uda. Może ktoś będzie szczęśliwy, bo wszyscy teraz są przygnębieni.

- Dziękuje, ale mam wrażenie, jakbyś miał jakieś pretensje.

- Ja po prostu cieszę się waszym szczęściem – uśmiechnął się sztucznie i wszedł do rezydencji przez wielkie szklane drzwi. Po chwili nie było już po nim śladu.

- Czy on zawsze musi być taki?

- Jakbyś go nie znała. On nadal coś do ciebie czuję. Nie wiem czy wy jesteście ślepi, czy po prostu tego nie dostrzegacie. Ale i tak on to zrozumie. Bądź szczęśliwa i chodź z szerokim uśmiechem na twarzy, bo jesteś wtedy wyjątkowo piękna.

Siedzieli cały czas obok siebie, pogrążeni w długiej rozmowie. Nikola miała mu tak wiele do powiedzenia. Chciała mu opowiedzieć każdy moment, ale nie wiedziała jak się za to zabrać. Wszystko jej wydawało się tak samo ważne. Wątpiła, że tak jeszcze raz może zatracić się w miłości. Co on jest zrobił? Czemu tak jego urok osobisty działa na nią?


Louis siedział sam w pokoju, który kiedyś należał do Justyny. W ręce trzymał potargane przez nią zdjęcie. Nie chciał, żeby to wszystko się tak skończyło, bo przecież nie o to tak walczył. Nie mógł uwierzyć, że Sara zdołała wszystko zniszczyć. Ale on przecież też był temu winien. Czemu całą winę rzuca na nią? Żałował tego, ale nie da się już cofnąć czasu. Wyobrażał sobie co ona teraz czuję. Pewnie nie wie co zrobić ze swoim życiem i jest zagubiona. Kiedy w myślach widział jej załzawioną twarz, nie czuł się dobrze. Chciał ją szukać, ale nie wiedział gdzie ma zacząć. Mogła ona być wszędzie. Uciekła. Nikt nie wie gdzie jest, nawet jej siostra. Ale co by jej powiedział, gdyby ją spotkał. Nie wiedziałby od czego zacząć. Wiedział, że jego szanse są nikłe. Stracił jej zaufanie. Ale po co to naprawiać? On będzie miał dziecko i to nie z kobietą, którą kocha. Musi zacząć nowy rozdział bez niej. Nie ma już innego wyjścia.

Czasem chciałbym abyśmy byli sobie obcy

Bym nie musiał rozumieć twojego bólu

Lecz gdybym uchronił się przed niebezpieczeństwem

Tę pustkę czułbym tak samo

Nie jestem aniołem

Nigdy nie byłem

Ale nigdy bym cię nie skrzywdził

To nie moja wina

Widzisz te skorupki jaj

Potłukły się

Na milion kawałków rozrzuconym po całej ziemi

Słowa same wydobywały się z jego ust. Mimo wszystko nie potrafił z siebie wydobyć tych uczuć. Nagle usłyszał pukanie do drzwi, pierwsze co mu przyszło do głowy to „wróciła”, jednak za nimi ujrzał tylko Sarę. Był rozczarowany, ale czego miałby się spodziewać. Przecież tak szybko nie wróci do niego. To jest niemożliwe.

- Słyszałam to co śpiewałeś. Na serio jest mi przykro. Nie chciałam tego zrobić – kłamała mu prosto w oczy. Chciała ona zdobyć jego zaufanie. Zdawało jej się, że zdobywa go coraz bardziej.

- Takie życie – powiedział chamsko, omijając ją szerokim łukiem.

środa, 11 lutego 2015

Rozdział 14



Tak łatwo się zakochać


„Szmato, tak szybko zapomniałaś o Zaynie. Takie jak ty są wszędzie. Ranisz tylko wszystkich”

Komórka wibrowała. Nikola ukradkiem sięgnęła po telefon i przeczytała wiadomość. Kiedy ujrzała treść, poczuła jak na jej ciele pojawia się gęsia skórka. Nikt z siedzących  w jednej z najsławniejszych restauracji w mieście nie miał w ręce telefonu. Ani Mike, ani ludzie otaczający ich ze wszystkich stron. Spojrzała na sufit i  drzwi wyjściowe, jednak nic tam nie było podejrzane. Było cicho. Przestraszyła się. Wszystko co ostatnio ją spotkało, wydawało się być takie dziwne. Czuła się jakby ktoś ją prześladował. Nie czuła swobody. Miała wrażenie jakby jej każdy ruch był obserwowany.

- To się nie dzieję naprawdę – wyszeptała Nikola.

Nagle podobna do żyrafy kelnerka o blond włosach przerwała jej rozmyślenia.

- Co państwo wybrało?

Mike spojrzał na menu.

- Ja poproszę azjatycką sałatkę i podwójną porcję frytek ze słodkich ziemniaków.

Nikola uśmiechnęła się do niego.

- Frytki ze słodkich ziemniaków?

- Co? One są najlepsze.

Oby dwoje wybuchli śmiechem. Ich towarzystwo sprawiało, że wtedy nie czuli ani smutku, ani niczego gorszego. Czuli się wyjątkowo. Nikola nie mogła uwierzyć, że w końcu znalazła szczęście u kogoś boku. Była rozczarowana, że to nie jest Zayn. Ale nie mogła na to nic poradzić. Los chciał, żeby właśnie tak było.

- Ja poproszę lody waniliowe w polewie karmelowej i sałatkę azjatycką jak mój kolega.

Oddała to ręki dziewczynie menu, które przedtem podał jej  Mike.

- Kolega?

Spojrzał zdziwiony na dziewczynę.

- Z tego co wiem to tak – uśmiechnęła się do niego kącikiem ust.

- Szkoda, że nie chłopakiem.

Zrobił smutną minę. 

- Aż takich względów to jeszcze nie masz.

- Jeszcze? Więc jest jeszcze nadzieja.

Nikola nic nie odpowiadając, oddaliła się od stolika przy którym siedziała wraz z nim. Udała się do orkiestry, która grała smętną muzykę, żeby zrobić odpowiednią atmosferę w budynku. Pozwolili jej zaśpiewać i akompaniowali dla niej. Przybliżyła się do mikrofonu. Nie odrywała wzroku od Mike. Śpiewała tylko dla niego, ciepło, szczerze, pewnie, z uczuciem.

Istnieją takie trzy słowa

Przez które konałam mówiąc je Tobie

Płonie moje serce jak ogień

Który nie może się wydostać

Istnieją takie trzy słowa,

Chciałabym żebyś wiedział że są prawdziwe

Muszę Ci je wyznać

Miała to już kiedyś wyznać mu, ale bała się. Wątpiła, że jeszcze kogoś pokocha, a nie chciała go ranić. Nic on nie zrobił. Nie był niczemu winny, więc po co miałby mieć złamane serce przez nią. Dobrze ona wiedziała, że trudno później jest je naprawić.

Chcę powiedzieć że Cię Kocham,

Chcę mocno Cię przytulić,

Chcę byś wziął mnie w swoje ramiona,

Chcę poczuć twoje usta na moich

Chcę powiedzieć że Cię Kocham,

Ale skarbie jestem przerażona

Drżą mi ręce, moje serce jest przyspieszone

Bo jest to coś czego nie potrafię ukryć,

Jest to coś czego nie mogę się wyprzeć

Więc jestem tu

Kochanie, Ko -o -o-cham Cię

Mike miał szeroki uśmiech na swojej twarzy. Nie mógł uwierz w to co słyszał. Wydawało mu się to wszystko takie nie prawdziwe. Sądził, że to tylko mu się przyśniło, ale to działo się naprawdę.

Nagle w jego stronę zaczęła iść dziewczyna. Przybliżyła swoje usta do niego i pocałowała go. Muskała delikatnie jego wargi. Oczy miała zamknięte. Chciała poczuć się jakby ten moment należał tylko do nich. Kiedy oderwała się od niego, powiedziała:

- Chcesz być jeszcze moim chłopakiem?

- Sądziłem, że nigdy nie zapytasz.


Justyna otworzyła drzwi do swojego nowego domu. Był on przestronny. Czuła się jak w Polsce. Tylko jedyne co jej w nim brakowało to siostra i rodzina. Tak bardzo ich kochała. Chciała, żeby byli tuż obok. Nikola była tak blisko, jednak za razem daleko. Wydawało jej się, że kiedyś były bliżej siebie. Teraz pojawiają się różne przeciwności losu. Miłość, ból. Już nie mogą sobie ufać tak samo.

Rozpakowując wszystkie swoje walizki, rozgościła się w swoim własnym domu. Wszystko co jej przypominało Louisa zostawiła w rezydencji. Chciała już więcej o nim nie myśleć i zapomnieć.

Położyła się na dwuosobowym łóżku i przeglądała swoje ulubione strony internetowe. Kiedy gapiła się na ekran, nagle otrzymała nową wiadomość. E-mail. Otworzyła go:

„Zapomnieć jest trudno. Jednak nie uwolnisz się tak szybko od tego wszystkiego. Nie pozwolę ci”

W pewnym momencie usłyszała czyjeś kroki. Uważała, że to wszystko jest tylko w jej głowie. Otuliła się kołdrą i przestraszona spoglądała raz na okno, raz na drzwi. Bała się być sama. Bała się, że ktoś może ją zaatakować, bo przecież już nie ma nikogo, kto mógłby ją obronić.



Czytasz=Komentujesz! 
Dziękuje! 

środa, 21 stycznia 2015

Rozdział 13



Na przyjaciołach można zawsze polegać



Zayn tuż przed wyjściem Justyny z budynku, udał się do pomieszczenia, gdzie stała ze smutnym wyrazem twarzy Nikola. Nie wyglądała ona dobrze. Zastanawiał co się stało. Sądził, że jest ona z Justyną. Ale po niej nie było ani śladu. Rozglądnął się po pokoju, który był mu już dobrze znany. Wszystkie szafy były otwarte, a w nich nie było ani jeden rzeczy Justyny. Przybliżył się bliżej. Jedyne co tam było, to zdjęcie jej z Louisem. Było ono potargane na pół.

- Odeszła – stwierdziła Nikola ze smutkiem. Usiadła sobie na łóżku, a raczej na jego krańcu. Odwrócił się w jej stronę. Był zmieszany. Kiedy stanął sobie obok niej, złapał z całej siły jej rękę.

- Wiedziałem, że tak będzie. Nigdy nikt nie może być szczęśliwy. Cieszę się, że chociaż ty znalazłaś kogoś na kim możesz polegać – powiedział, przypominając sobie moment kiedy stała naprzeciwko Mike i w jaki sposób patrzyła się na niego. Kiedyś tak patrzyła się na Zayna.

- Zayn, to nie tak jak myślisz.

- Na serio nie mam nic do tego. Uwierz, że widok ciebie szczęśliwej jest najlepszy na całym świecie. Wtedy nic więcej mi już nie potrzeba.

Odsunął swoją rękę od niej i wyszedł. Chciał znaleźć jak najszybciej Justynę. Spodziewał się, gdzie może ona być, więc udał się za swoimi przekonania. Miał nadzieje, że zaprowadzą one go do dobrego miejsca.



Justyna siedziała na jednym z kamieni, które znajdowały się obok niewielkiego strumyku. Jedyne co mogła usłyszeć to szelest wody, która opadała cały czas na ziemię. Uwielbiała to miejsce. Był to jej azyl. Kiedy pierwszy raz tu przyszła była zdołowana. Wątpiła, że jeszcze kiedyś się zakocha. A jak tak się stało, nie było już szczęśliwego zakończenia. W tym miejscu znalazła przyjaciela. Dzielili się oni swoimi przemyśleniami. Dobrze pamięta ona chwile, kiedy mówił on jej o uczuciach jakie darzy Nikolę. Radziła ona mu, żeby się do niej zbliżył. A on starał się, żeby zajrzała w głąb siebie i dostrzegła to co czuje do Louisa. Teraz bardzo żałowała, że pozwoliła tak łatwo zawrócić sobie w głowie. Chciała cofnąć się w czasie. Chciała, żeby te rzeczy które zrobiła i powiedziała się nie wydarzyły. Najlepiej według niej byłoby gdyby po prostu tamten dzień kiedy się pierwszy raz spotkali potoczył się całkiem inaczej. Ale skąd można wiedzieć jak wtedy byłoby? Może przeznaczenie w inny sposób ich by połączyło. Nic nie jest wiadome.

Patrząc się na spływającą wodę, przypomniała jej się piosenka, którą zaśpiewała kiedyś tutaj. Pozwoliła swoim słowom wyjść z ust i zaczęła śpiewać.

Wydaje się, jakbyś jeszcze wczoraj był częścią mnie

Zazwyczaj stałam dumnie

Zazwyczaj byłam silna

Twe ramiona wokół mnie

Wszystko układało się dobrze po naszej myśli

Jakby nic nie szło źle

Teraz nie mogę oddychać

Teraz nie mogę spać

Prawie uzależniam się

Poczuła jak w jej oczach pojawiają się łzy, śpiewała dalej, chociaż z trudnością wydobywała z siebie jakiekolwiek słowa. Każde słowo tej piosenki, było opisaniem tego co właśnie czuje. A czuje się okropnie. Tak samo jak wtedy. Tylko wtedy miała inne powody. Też bała się miłości, bo została zraniona. Sądziła, że ból jest teraz jej jedynym przyjacielem.

Oto jestem, jeszcze raz rozdarta na kawałki

Nie mogę zaprzeczyć

Nie mogę udawać

Po prostu myślałam, że jesteś tym jedynym

Rozdarta głęboko wewnątrz

Ale nie wydaje mi się, byś ujrzał łzy

Które wypłakałam, za tymi niebieskimi oczami

- Jest tak jak na  początku – kiedy się odwróciła, zobaczyła za sobą stojącego Zayna. Na jego widok na jej twarzy pojawił się uśmiech. Nie było on sztuczny, był on raczej szczery. – Wiedziałem, że tu będziesz. Też tu przychodzę, kiedy jej mi smutno. 

- Nie wiem co mam teraz zrobić. Zgubiłam się w tym wielkim świecie i nie umiem się odnaleźć. Może po prostu jedynym dobrym wyjściem jest zapomnienie. Zacznę nowe życie bez niego. Może poznam kogoś innego. Może zakocham się jeszcze raz.

- I tak zwyczajnie opuścisz nas wszystkich?

Popatrzył się na nią ze zdziwieniem.

- Nie. Ja tylko opuszczam jego. Was chętnie będę widywała. Tylko teraz znajdę mieszkanie i wtedy drzwi będą szeroko otwarte dla was.

- Ale to nie będzie już to samo. Będzie mi ciebie brakować.


Przytuliła go mocno do siebie, ponieważ wiedziała dobrze o jego uczuciach. Był on zagubiony tak samo jak ona. Nie potrafił powiedzieć Nikoli co jeszcze do niej czuje. Wiedział, że znalazła nową miłość. Nie chciał tego wszystkiego niszczyć. Stwierdził, że odpuści sobie jak Niall, lecz tak naprawdę on nie potrafił. Nie umiał tego zrobić. Jego serce na to nie pozwalało.


 

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

 

czwartek, 15 stycznia 2015

Rozdział 12



Ciąża zmienia wszystko


Minęło już parę dni, od kiedy byli na imprezie. Wszyscy zapomnieli już o tamtych momentach, jednak niektórzy nie mogli przestać rozmyślać o swoich czynach. Byli przerażeni, że to czego się najbardziej obawiają może stać się prawdą. Kiedy wszyscy jedli w jadalni jedno ze swoich popisowych dań, w całym domu rozległ się głośny dźwięk dzwonka do drzwi. Liam, który miał najbliżej, odszedł od stołu, przy którym siedzieli wszyscy jego znajomi i udał się w stronę drzwi. Kiedy je otworzył przed sobą zobaczył zapłakaną Sarę, po której policzkach spływały grochy łez. Makijaż miała cały rozmyty. Wyglądała inaczej niż zwykle. Nie była już wystrojona, nie miała pełno biżuterii. Była ubrana skromnie, co nie jest raczej w jej guście.

Omijając wyższego od siebie chłopaka, powolnym krokiem udała się do reszty. Kiedy zobaczyli ją stojącą przed nimi, zdziwili się, a za razem zezłościli, gdyż miała ona już nigdy więcej nie wracać do tego domu. Jednak najprawdopodobniej te słowa nie zostały do końca dosłyszane przez nią.

Patrząc się raz na Louisa, a raz na Justynę powiedziała:

- Jestem w ciąży – nie spuszczała swojego wzroku z szatyna o dużych niebiesko-szarych oczach. 


Wszyscy się zdziwili. Nie mogli uwierzyć, że ma jeszcze czelność przychodzić do ich mieszkania i wygadywać takie bzdury.

- Ciekawe jakim cudem? – zapytał się Harry. – Przecież ty tego, no wiecie czego nie robiliście, więc to raczej nie jest możliwe.

Chłopak starał się bronić swojego przyjaciela, tak samo jak reszta. Nie chcieli, żeby znowu zepsuła coś w ich życiu. Już prawie przez nią rozpadł się związek dwóch kochających się osób. Czy tak bardzo nie zależy jej na ludziach, że jest w stanie nawet złamać tysiące serc?

- Lepiej stąd wyjdź – stanął Niall i złapał ją mocno za rękę, prowadząc ją w stronę wyjścia.

- Zatrzymaj się. Ona może mówić prawdę.

Justyna poczuła jak jej serce bije coraz szybciej. Nie mogła uwierzyć, że był on w stanie coś takiego zrobić. Tak wiele razy przyrzekał, że już więcej nie popełni tych samych błędów. Nic nie mówiąc wyszła z pomieszczenia. Nie mogła już więcej patrzeć mu prosto w twarz. Już nie potrafiła tego zrobić.

- Ona cię kocha, a ty nawet nie możesz tego docenić. Co się z tobą stało? W tamtym roku byłeś inny. Tak dążyłeś to tego wszystkie, co macie teraz, więc czemu to niszczysz.  – zaczęła krzyczeć w stronę jego Nikola. Nie mogła już dłużej patrzeć na łzy swojej siostry. Opuszczając pomieszczenie udała się za Justyną.

Reszta siedziała dalej na swoich miejscach. Nie opuszczali ich. Nie chcieli zostawić ich samych. Po prostu chcieli usłyszeć ich wyjaśnienia. To nie może skończyć się bez żadnego słowa.

- Zrobiłam wczoraj test ciążowy i wyszedł pozytywny – wyciągnęła ze swojej niewielkiej torebki przedmiot, który pokazała chłopcom jako dowód. – Wiem, że teraz nie będziecie mnie tolerować za to co zrobiłam. Ale to nie była moja wina. To dziecko ma prawo żyć – Pokazała wskazującym palcem na swój brzuch – Jeśli nie będziesz chciał go wychowywać zrobię to sama. Nawet gdybym musiała zrezygnować ze wszystkiego co do teraz miałam.

- Nie zostawię cię w takiej sytuacji samej, nie chcę żeby ten ciężar spadł tylko na ciebie.

- Ale co z twoim związkiem? – zapytała się go. Chciała wiedzieć czy nie ma się czego obawiać i czy nikt nie stanowi jej już konkurencji.

- Wątpię, żeby to dało się naprawić – spuścił nisko głowę. Nie mógł uwierzyć, że te słowa wydobyły się z jego ust. Nie mógł uwierzyć, że stracił już wiarę. Wszystko wydawało mu się już takie trudniejsze. Każdy krok, który stawiał był dla niego wielką pomyłką.

- Nie mogę już tego słuchać – odezwał się dotąd nic nie mówiący Zayn. – A ty Louis jesteś po prostu frajerem.

Wyszedł za drzwi. Justyna była jego najlepszą przyjaciółką. Zawsze mógł z nią porozmawiać na wszystkie problemy. Może ostatnio trochę się od siebie oddalili, jednak aż tak wiele się nie zmieniło. Ona pomagała mu w tych najtrudniejszych momentach, a on również starał się jej zawsze doradzić i wesprzeć. A te wszystkie słowa one były okropne. Czuł się jakby one były skierowane prosto na niego, bo jeśli ona cierpi, to on też.


Justyna położyła się na swoim łóżku, przytulając się w swoją ulubioną poduszkę. Zawsze lubiła w nią wypłakiwać łzy. Czuła się wtedy lepiej, jakby wszystko to co czuła nagle zniknęło. Nagle tuż obok niej pojawiła się Nikola. Zaczęła głaskać ją po ramieniu, mówiąc: „Wszystko będzie dobrze”. Jednak ona dobrze wiedziała, że już nie będzie. Ostatnio sądziła, że nic nie stanie im już na drodze, ale pomyliła się. Wiedziała, że ta walka wcale nie będzie łatwa. Jednak ona nie ma żadnego ruchu do wykonania. Została okrążona ze wszystkich stron i nawet gdyby chciała, nie ma już żadnego wyjścia. Pozostaje tylko poddanie się. Właśnie to postanowiła, że zrobi. Podda się. Zrezygnuje z miłości. Ona tylko niszczy ludzi. Najlepiej byłoby, gdyby jej w ogóle nie było.

- Czemu skreślasz tak szybko to wszystko?

- Bo wiem, że nie ma już żadnej szansy. Kółka ratunkowe się już skończyły. Teraz tonę.

Jestem za burtą i potrzebuję twojej miłości

Zatrzymaj mnie

Nie mogę płynąć własną drogą

To za dużo

Czuję się jakbym tonęła bez twojej miłości

Więc rzuć się mi na pomoc

Mój życiowy obrońco

Szatynka skończyła śpiewać. Dalej czuła się źle. Nic się nie zmieniło. Wiedziała, ze nic nie może jej już pomoc.

- Widzisz, nikt mnie nie uratuje. Nie mam już nikogo… - wyciągnęła ze szafy jedną z dużych walizek i zaczęła tam pakować swoje rzeczy.

- Masz mnie, Zayna, Nialla, Liama i Harrego. My zawsze będziemy obok.

- Ale wy nie wypełnicie tej pustki.

Kiedy wszystkie rzeczy zostały już włożone, zamknęła walizkę i udała się w stronę drzwi.

- Nie chcę już więcej tutaj zostać. To miejsce będzie mi tylko przypominało o wszystkim za każdym razem kiedy będę widziała jego twarz. Pozwól mi odejść. Nic innego mi nie pozostało.

Cichym krokiem wyszła z budynku. Nikt nie zauważył, że jej już tutaj nie ma. Szła przed siebie. Wiedziała, że została sama, ale nie przejmowała się tym teraz. Udała się do dobrze jej już znanego miejsca. Chciała odpocząć przed nowym etapem w swoim życiu.

 

 

***

Dziękuje, że czytacie dalej mojej opowiadanie. Wytrwacie ze mną do końca? Za każdy komentarz bardzo dziękuje i pamiętajcie, że jak to czytacie to skomentujcie. To bardzo motywuje.